piątek, 30 stycznia 2015

Klasa spotterska... // Spotters class...

  Pisząc poprzedniego posta obiecałem opowiedzieć o najlepszej klasie podróżnej jaką spotter może sobie wyobrazić. I chociaż pamiętam, że obiecałem zrobić to szybko, to niestety obowiązki nie pozowliły mi na to aż do dzisiaj. Tak więc zapraszam na ponowną podróż w najlepszej i najbardziej luksusowej klasie wszechczasów... zapraszam na jumpseat'a 737-800. ;)

  While writing my last entry I promised to tell you about the best travelling class a spotter can dream of. And although I also remember promising to be quick with it many duties held me for so long that it is only today that I can invite you for another journey in the most exclusive class ever... the 737-800 jumpseat. ;) 


  Tym razem wylot 9.20, tak więc zbiórka przed ósmą w biurze. Tak jak poprzednio : briefing, potem transfer do terminala, kilka minut kontroli i zakupów i za chwilę już znajdujemy się na pokładzie Boeinga 737-800. Tym razem naszą maszyną jest OK-TSE, praktycznie jeszcze bobas, gdyż dostarczony w styczniu 2014. W dniu kiedy lecieliśmy, czyli 20.12.2014 miał niecałe 11 miesięcy. Dokąd lecimy? Jeszcze dalej niż ostatnio, tym razem Lanzarote! 
  
This time our departure time is at 9.20 so I had to be in the office a couple of minutes before eight o'clock. Everything goes as last time : short briefing, transfer to the terminal, safety checks, shopping and in a matter of minutes we board our Boeing 737-800. This time it was OK-TSE to fly - still an aircraft baby, since delivered in January 2014. On the day we flew (the 20th of December 2014), OK-TSE was almost 11 months old. But where are we heading on board our youngster plane? Further than previously, it's time for Lanzarote!


  Przygotowania kabiny i w kokpicie jak zawsze przebiegają bardzo sprawnie i za niedługą chwilę już witamy pasażerów. Boarding zajmie kilkanaście minut, następnie złapiemy kawałeczek opóźnienia z powodów handlingowo-cateringowych a potem zamkniemy drzwi i rozpoczniemy podróż już na dobrego. 
  
  Cabin and cockpit preparations as always go well and quickly and in a couple of moment we welcome the first passengers on board. Boarding takes some time, we will then catch a moment of delay due to handling and catering reasons and after that close our doors and start the journey for real.


  Kołowanie nie zajmuje za długo. Nachodzi mnie po drodze dusza artysty. ;)
  Taxi doesn't take too long. A get an artistic vibe during it. ;)


 Mijamy Wirażową, zawsze się zastanawiałem jak to wygląda z tej perspektywy.
 We pass Wirażowa street, I was always curious what that spotting place looked like from the cockpit.

  Zajmujemy pas 29, moc startowa i za chwilę wzbijemy się w powietrze.
  We line up on runway 29, take-off thrust and in a couple of moments we will be off.
  

 Chwilę po starcie oglądam lotnisko w Sochaczewie.
  Moments after take off I see Sochaczew Airfield.


  Kontynuujemy wznoszenie, po osiągnięciu wysokości przelotowej zaczyna się prawdziwa zabawa. Na początek dwa całkiem sensowne Air2Airy.
  We continue our climb, after achieving our cruise altitude, the real fun beggins. Twe descent Air2Airs for the begginging.



  Następnie trochę gór...
  Some mountains next...


  Następnie naszym oczom ukazuje się Zurych i jego lotnisko...
  We next see Zurich and its Kloten Airpot....



  Podziwiamy Europę z góry i cały czas wypatrujemy jakiegoś ruchu do Air2Air'ów bo dziwnie to właśnie na nich się skupiliśmy tym razem. Póki co musimy zadowollić się górami i odległym Morzem Sródziemnym. Na drugim zdjęciu Mont Blanc.

  We admire Europe from and above and keep hunting for any traffic for some Air2Airs- thats what we mainly concetrated on this time. But at the moment we just have to be satisfied with mountains a the Mediterranean See. The second photo is Mont Blanc.




  Poruszenie w kokpicie, łapiemy!
  Movement in the cockpit, spotting at it's best!


  Wlatujemy nad Hiszpanię, przed nami roztacza się bardzo charakterystyczny krajobraz.
  We enter Spanish Airspace and are welcomed with a very unique, spanish landscape.




  Następnie spotyka mnie jedna z największych atrakcji tego lotu. Przelatujemy nad Madrytem, najpierw fotografuję z zapałem Aeropuerto Militar de Madrid-Torrejón, następnie Madryt Barajas, ogromne rozmiarami lotnisko, obslugujące większość ruchu Madrytu. Wisienką na torcie jest fotografowanie samego Madrytu- jedna z moich ulubionych fot z tej wyprawy. 
  
I then get to do one of the most exicitng things during our flight. We fly over Madrid, first I take shots of Aeropuerto Militar de Madrid-Torrejon, then Madrid Barajas, the enormous airport taking care of most of the city's traffic. For dessert I get Madrid itself- one of my favourite shots of the whole adventure.




  Po emocjach z pięknymi, urbanistycznymi widokami przychodzi czas na obowiązkowe selfie. Czas też więc na prezentację naszej załogi : niezmiennie od prawej Kapitan Piotr Lipiński, ja w środku i po lewej Pierwszy Oficer Marcin Kocybik. 
  
After emotions connected with beautiful, urban views it is time for a obligatory selfie. And so it is also time to present our crew : without changes Captain Peter Lipiński on the right, me in the middle and First Officer Marcin Kocybik on the left. 


  Koniec odpoczynku, dalej polujemy na Air2Airy przecież!
  Rest is over, still hunting Air2Airs!



  Wlatujemy nad Atlantyk i powoli rozpoczynamy przygotowania do lądowania na Lanzarote. Piotrek i Marcin omawiają procedury a ja skrzętnie dokumentuję to co oni robią. Za kilkanaście minut, po kilku zakrętach, naszym oczom ukazuje się lotnisko w Lanzarote.
  
  We fly other the Atlantic and slowly begin our preparations to land at Lanzarote. Peter and Marcin go over the procedures while I take care of taking footage of what they do. In a couple of minutes, after a couple of turns, we finally see Lanzarote Airport.





  Delikatnie lądujemy na pasie startowym, krótkie kołowanie, parking breaki i wypuszczamy pasażerów. Ruch spory, dużo większy niż w Agadirze tak więc korzystam z całego czasu na lotnisku by dać upust swojej spotterskiej działalności.

  We gently land on the runway, short taxi, parking breaks and we let the passengers out. Traffic is pretty good, so I take the occassion and spend the whole time at Lanzarote to fullfill my spotter needs.











  Na koniec szybkie selfie na płycie obcego lotniska. Lanzarote mogę z listy skreślić ;)
  At the end a quick selfie from another differrent airport. Lanzarote is of the list. ;)



  Po godzinie na płycie z powrotem zasiadam na jumpseacie. Silniki, wypychanko i kołujemy do pasa.
  After an hour on the ramp I come back to the jumpseat. Engines, push-back and we taxi to the runway.


  Podczas powrotnego lotu nie dzieje się już tak wiele, poza tym zapada noc ale przed tym mam jeszcze okazję zobaczyć Giblartar, na zdjęciu widać nawet słynny pas startowy z sygnalizacją świetlną.

  During our return flight we dont have as many attractions as on the other route, night comes as well. But before that I get the occassion to see Giblartar. You can even see the famous runway with traffic lights.



  Pozostałą część lotu spędzamy głównie na rozmowie i opowiadaniach, kiedy zaszło słońce pokusiłem sie o jeszcze jedną fotą.
  Through the rest of the flight we spend talking and telling stories, after sunset I try one more shot.


  Po dłuższym czasie, zniżamy i lądujemy w deszczowej i wietrznej Warszawie. Ale i tak dobrze być w domu po 12 godzinach wspaniałej ale jednocześnie męczącej podróży. Ten dzień jak każdy podobny trafia to jednych z najlepszych dni jakie miałem okazję przeżywać. Oczywiście wielkie podziękowania dla całej załogi, że ponownie zgodzili się na moją obecność i za opiekę jaką mi zapewnili. Absolutnie czysta przyjemność. Tradycyjnie podziękowania także dla całego biura, które jak zawsze pomogło mi w tym aby ten lot stał się faktem. Powoli będzie kończył się sezon zimowy, rozpocznie się letni a co za tym idzie jeszcze więcej atrakcji. Wygląda na to, że możliwości latania dalej będą więc relacje też oczywiście się pojawią. Tak jak pisałem, najlepsza klasa dla spottera to ta tuż za dwoma najważniejszymi osobami w samolocie. Nigdy mi się nie znudzi.

  After some time we descend and land in a rainy and windy Warsaw. But its still good to be back home after 12 hours of an amazing yet vey tiring journey. This day as all simillar ones will be remembered as one of the best. Of course, as always, and enormous thank you to the crew for agreeing to taking me on to this rotation and taking care of me on the highest standards. Thanks to the guys at the office as well, like always, this wouldnt be possible without you guys! The winter season is very slowly coming to an end, summer is coming up, full of new attractions. Looks like flying will still be an option so there is more reports coming. As I said at the beggining, the best travelling class seat is the one behind the two most important people in the aircraft. Never will it become boring.